Tubopac
 

autor: pepe9donkey


 

Kolejna wariacja na temat, w którego interpretowaniu osiągnięto już mistrzostwo. "Tubopac" po raz kolejny dzisiejszego dnia ukazuje nam, że temat po tytułem "pacman" to temat nieskończenie elastyczny i nieśmiertelny - to "temat rzeka".

 

Opisałem już dzisiaj jedną reinterpretację pacmana - grę "Ladybyg". "Tubopac" różni się od tej pierwszej przede wszystkim tym, że utrzymuje genialny klimat znany z pierwszego pacman'a. Dosłownie wszystko - grafika, muzyka, dźwięki i ogólne wykonanie, pachnie lekką stęchlizną i kurzem. I bez wątpienia jest to największa zaleta gry. Świetnie zachowany klimat i genialna oprawa sprawia, że "Tubopac" nie tylko przypomina stare produkcje, ale przede wszystkim przekonuje gracza, że faktycznie pochodzi z epoki pierwszych pecetów.

 

Co jeszcze, oprócz klimatu nie uległo zmianie? Na szczęście główny bohater... a właściwie to jego... głowa. Tutaj bowiem bohaterem nie jest jedynie żółta "japa". Owa, znana chyba wszystkim graczom twarz, wyposażona została w długi, a właściwie niekończący się tułów dobrze znany miłośnikom starego "snake'a". Tułów ów spełnia tutaj rolę rury od odkurzacza, wsysając wrogów i pokazując im gdzie raki zimują, a gdzie rośnie pieprz. I tu widoczna jest pierwsza diametralna zmiana w stosunku do pierwowzoru. Bohater może zjadać wrogów bez większego wysiłku. Oczywiście musi to robić za pomocą "gęby". Wrogowie natomiast mogą bez trudu pozbawić nas życia wgryzając się w bok naszego żółtego bohatera. Skoro jednak bohater może poruszać się i w przód i w tył, wydłużać się i skracać, to w czym tkwi trudność? Otóż nasz "wężyk" porusza się po labiryntach skomponowanych tak zmyślnie, by jak najbardziej utrudnić nam zbieranie "pieniążków". A żeby przejść do kolejnej planszy należy zebrać je wszystkie.

 

Dodatkowym utrudnieniem są pojawiające się co jakiś czas bomby, które wybuchają jedynie po spotkaniu z twarzą bohatera. Bomby te poruszają się o wiele szybciej niż normalni wrogowie. Nie należy się jednak tym zbytnio przejmować - do dyspozycji mamy trzy życia i to naprawdę w zupełności wystarcza. Przejmować należy się jednakże czasem, który podczas rozgrywki upływa niemiłosiernie i cały czas ponagla. Na przejście jednej planszy mamy 100 sekund i niejednokrotnie okaże się, że nie jest to zbyt wiele. Na szczęście upłynięcie całego czasu grozi jedynie utratą życia, a tych zawsze mamy pod dostatkiem.

 

Rozgrywka jest bardzo dynamiczna. Co chwilę trzeba uważać, czy jakiś wróg nie ma ochoty wgryźć się w nasze ciało, a w późniejszych planszach również należy umiejętnie wybierać sobie drogę w labiryncie tak, aby stracić jak najmniej czasu, który przecież cały czas nas goni. Dynamice rozgrywki sprzyjają również dźwięki i muzyka, równie idealnie dopasowane do starego klimatu. Muzyka zmienia się, gdy zostaje nam mało czasy i jeszcze bardziej nas pogania. Dźwięki są bardzo dobrze dobrane i zdecydowanie umilają rozgrywkę.

 

W grze jest 11 plansz różniących się graficznie. Wśród tych poziomów 2 to poziomy bonusowe, a trzeci to walka z bossem. Biorąc pod uwagę niezbyt wyśrubowany poziom trudności, te 11 plansz to trochę zbyt mało. Całą grę da się bez większego wysiłku przejść w kilkanaście minut, a szkoda, bo w taką grę można grać godzinami.

 

 

PLUSY

 

MINUSY

Świetny pomysł

Cudowny klimat

Ogromna grywalność


 

Nieco za krótka i za łatwa


     

INFORMACJE

 

OCENA

 

Autor: Bloody Monkey Software

Program: MMF

Rok produkcji: 2006


 

 
 

 

 

Copyright (c) 2005-2006 Ślimaczek