W Poszukiwaniu Wschodu Słońca: Świąteczna Pomoc
 

autor: pepe9donkey


 

Gra o przygodach Kwadratusa została zapowiedziana przez Kamila już jakiś czas temu. W międzyczasie mieliśmy okazję zapoznać się z grą - zapowiedzią, która brała udział w świątecznej bitwie roku 2005. W stosunku do tamtej wersji zmieniło się dość wiele, czasem na korzyść gry, a czasem nie. Zapraszam na krótką recenzję gry "W Poszukiwaniu Wschodu Słońca: Świąteczna Pomoc".

 

Najdalej idącą zmianą jest zapewne radykalna zmiana poziomu trudności gry. O ile wersja "bitewna" czy też "batalijna" nie stanowiła dla graczy zbyt wielkiego wyzwania, o tyle w grze właściwej poziom trudności zdaje się być nazbyt wyśrubowany. Składa się na to możliwość zapisu gry jedynie co pięć plansz (czyli co jeden etap), niezwykłe ilości panoszących się wszędzie wrogów, a także mus wykonywania bardzo precyzyjnych skoków (często kilku z rzędu). Mimo, że gra niesamowicie wciąga, w końcu nawet najbardziej wytrwały gracz polegnie, gdy będzie zmuszony przechodzić wciąż ten sam etap od początku -nasty albo nawet -dziesty raz.

 

Grafika również uległa małej, rzec by można - iście kosmetycznej zmianie. Sama postać głównego bohatera, jak i jego animacje zostały te same, zmieniły się natomiast postaci wrogów, niektóre platformy i zostały wprowadzone całkiem nowe otoczenia. Nowe platformy wyglądają bardzo dobrze, jednak do postaci wrogów miałbym zastrzeżenia. Poprzedni wygląd złych elfów jakoś bardziej mnie przekonywał. Nowe elfy są nieco drętwe i takie nijakie.

 

Fabuła jest prosta ale sympatycznie i żartobliwie opowiedziana. Kwadratus podczas swej podróży w poszukiwaniu wschodu słońca trafia przypadkiem na wyspę Świętego Mikołaja. Oczywiście okazuje się, że Mikołaj ma kłopoty, a nasz bohater (jak to bohater) sam oferuje mu pomoc. Przez 19 plansz będziemy chodzić po świecie zabijając złe elfy, aż w końcu w planszy dwudziestej przyjdzie nam stanąć oko w oko ze złodziejem sań Mikołaja.

 

Jednym z najważniejszych plusów gry jest z pewnością jej długość. Na produkcję składają się bowiem cztery etapy po pięć plansz każdy. Plansze są długie i najeżone różnej maści "przeszkadzajkami" co jeszcze bardziej wydłuża czas gry. Gdy zestawimy to z wcześniej wspomnianym poziomem trudności możemy być pewni, że przejście gry zajmie nam co najmniej kilka godzin (ja osobiście ślęczałem nad nią przez kilka dni). Jednak gdy już uporamy się ze wszystkimi planszami, gdy przejdziemy całą grę, raczej nie znajdziemy już powodu, by powrócić i ponownie zagrać w "Świąteczną Pomoc".

 

Mimo zainstalowania własnego ruchu platformowego autor gry nie ustrzegł się błędów. Niektóre z nich nie przeszkadzają zbytnio w rozgrywce (ot, choćby wariackie obracanie się wrogów na krawędziach platform), ale niektóre mogą prowadzić do utraty życia. Ogólnie jednak silnik sprawuje się w miarę dobrze; jak na mój gust bohater porusza się nieco za wolno, ale to tylko takie moje odczucie.

 

Nie sposób nie napisać kilku słów na temat klimatu "Świątecznej Pomocy", który jest na pewno wielkim jej atutem. Muzyka w grze została dobrana po prostu idealnie. W każdym etapie przygrywają nam inne świąteczne, genialnie skomponowane kawałki, zawsze dobrane odpowiednio do danego otoczenia czy sytuacji. Każda z tych melodii zawiera w sobie nutkę tajemniczości co idealnie współgra z motywem poszukiwania wschodu słońca.

 

 

PLUSY

 

MINUSY

Świetny klimat

Długa

Niezła grafika


 

Wyśrubowany poziom trudności

Wygląd wrogów


     

INFORMACJE

 

OCENA

 

Autor: Break Industries

Program: TGF

Rok produkcji: 2006


 

 
 

 

 

 

Copyright (c) 2005-2006 Ślimaczek