Zenek Zombie
 

autor: Kamil i misieksamgame


 

Słowem wstępu

 

Kamil:

Zapewne większość z Was przyzwyczaiła się do tego, że minęły już czasy Wielkich Przedwiecznych Twórców, których gry przeszły do legendy. I chociaż dzisiaj możemy liczyć na gry co najwyżej "dobre", to postać McO pokazuje, że chudsze lata nie muszą koniecznie oznaczać nakładu gniotów. Rezygnując ze scenowego życia, poświęcił się tytanicznej pracy nałogowego twórcy gier, wypracował własny styl i wydał pierwszą PRAWDZIWĄ grę! Zenek Zombie jest połączeniem stylowej grafiki, kilograma grywalności oraz kopiastej łyżki humoru równie charakterystycznego, jak grafika.

 

misieksamgame:

Prawdę powiedziawszy na tę grę ślinka mi leciała. Już tak dawno chciałem ją ogarnąć wszystkimi zmysłami. Po paru miesiącach od pierwszych oznak istnienia Zenka Zombie pojawił się video trailer. W tym momencie dosłownie dostałem ślinotoku, szczególnie dlatego, że dopiero co zdjęli mi gips po tym, jak sobie połamałem palce grając w Raymana 3. Pomyślałem sobie "Wreszcie jakieś extremum!". Bingo. Zenek Zombie to gra niepowtarzalna i zapewne warto było nie jeść tyle miesięcy. 

 

Fabuła:

 

Kamil:

Wszystko zaczęło się od typowej małżeńskiej kłótni - żona chce kupić sobie kolejny ciuch, a mąż nie kwapi się wesprzeć żonę finansowo. Zenek później będzie tego żałował, bo jego ukochana zostaje porwana przez tajemniczego Złoczyńcę. I chociaż serce Zenka nie bije już od dawna, znalazł w sobie tyle miłości i odwagi, by ruszyć w pogoń za Złoczyńcą i odzyskać ukochaną. Tandetne love-story? Możliwe. Niemniej jednak przygody, jakie Zenek spotyka na swojej drodze dostarczają sporej ilości rozrywki.
 

 

misieksamgame:

Przy oglądaniu intro można tytułowego bohatera uznać za totalnego mazgaja. Jest on naocznym świadkiem porwania swojej żony, a jedyne co robi to jeden niezbyt wysoki skok w jej kierunku, gdy ta wisi schwytana przez stalowe szczypce. Dokładniej rzecz ujmując, żona Zenka została porwana przez jakiegoś faceta w czarnej masce, chrumkającego jak Darth Vader. Zenek w jednej chwili zmienia się z mięczaka w rambo i postanawia odzyskać ukochaną. Rzuca stertą puzzli o kolorowy dywanik w pokoju i wyrusza w nieznane platformy. Chwilę potem uczy się od dziadka strzelać. Elektrokula! And no mercy!

 

Rozgrywka:

 

Kamil:

Do przejścia mamy przeszło 30 poziomów, pełnych, w przytłaczającej większości, wrogich stworzeń. Na szczęście w końcu Dziadek uznał, że Zenek jest gotów posiąść starożytną moc jego rodu i nauczył go magii. Wyposażony w nowy czar, zdolny siać trwogę w, zapewne również nie bijących, sercach wrogów, rozpoczynamy podróż, która na pewno nam się nie znudzi. Autor zadbał, by Zenek nie był zwykłą, nudną platformówką, skutkiem czego dodał do gry szczyptę innych gatunków, jak RPG czy przygodówki. Oprócz poziomów z fabuły głównej po drodze spotkamy mnóstwo ludzi, którzy z chęcią wykorzystają uprzejmość bohatera i cierpliwość graczy i zaciągną nas do wykonywania zadań pobocznych. I nie zawsze dostaniemy za to nagrodę (nie ma sprawiedliwości na tym świecie).
Gdyby nie owe zadania poboczne, nie wiem, czy wystawiłbym wysoką
notę za grywalność - bo po prostu gra byłaby nudna. Po każdorazowym rzuceniu czaru musimy trochę poczekać na jego ponowne załadowanie, i chociaż niby można kupić sobie wyższy poziom magiczny, to wzrost naszych umiejętności jest proporcjonalny do wzrostu wytrzymałości wrogów i w dowolnym miejscu w grze pokonanie jednego przeciwnika zajmie nam co najmniej kilkanaście sekund. W połączeniu z niemalże ciągłym skakaniem i niczym więcej nie brzmi to zachęcająco. Lecz pojawiające się co jakiś czas dodatkowe misje naprawdę urozmaicają grę i warto je wykonywać - chociażby po to, by nie paść z nudów. Dalej jest już tylko lepiej.


 

misieksamgame:

Jeśli ktoś na moje wspominanie o pojęciu "platformówka" zaczął niegrzecznie stękać, to radzę mu przestać. Jak mój poprzednik wspomniał poziomów wcale nie jest mało, dodatkowo są levelami rozbudowanymi. Coś co od razu przykuło moją uwagę to pozytywne uczucie gęstości przedmiotów. Tu sobie stoi skrzynka, na niej dwie mniejsze, tu zaś kwiatuszek, tu ksiądz rozgląda się po ulicy, a tu rybka sobie chlupnie. Cały wykreowany przez autora świat żyje. Zdziwię was, jeśli powiem, że miejscami w grze podwiewa nudą? Cóż, grając już którąś godzinę z rzędu można odczuć taki dziwny brak elementu, na którym można by oko zawiesić. Jest to jednak drobne przewinienie. Wracając do misji: przemierzając kolejne etapy, zaglądając pod każde drzewko w poszukiwaniu żony napotykamy kilka nieznanych nam osób. W związku z tym, że nie ma człowieka bez problemów w życiu, tak samo i oni mają kłopot. A my, jako życzliwy zombie im pomagamy. Tak oto narodziły się zadania poboczne, które odrywają nasze myśli od zadania głównego - bardzo dobry sposób na urozmaicenie rozgrywki.

Po drodze odwiedzamy dwa miasta. Oczywiście jak na każde nowoczesne miasto przystało jest tu mnóstwo sklepów, fabryka a nawet kantor i bank. Można tu kupić wiele przydatnych rzeczy, w tym książki, z których uczymy się, jak zmienić kolor naszej elektrokuli. A tak naprawdę nabywamy nowe magiczne umiejętności umożliwiające nam łatwiejsze wyeliminowanie wroga. Znakomite połączenie banalnej gierki z RPGiem.

Teraz dwa słowa o wrogach: bardzo rozmaici! W każdym świecie ktoś inny patrzy na nas krzywym wzrokiem. Potworów które chcą nam złoić skórę jest mnóstwo: zombiaki, profesorkowie, kościotrupy, czarodzieje, strażnicy. To główna tematyka "tych złych", natomiast dzielą się oni na coś w rodzaju grup: każda z nich jest trudniejsza do pokonania. Małpia zręczność w przypadku Zenka Zombie jest jak najbardziej wskazana, gdyby zwolnić niektóre ruchy wymagane do przejścia misji, powstałyby dodatkowe sceny filmu Matrix. Ogólnie: poziom trudności jest wygórowany, nie mówiąc już o opcji "hartkor", która określa swój charakter nazwą.

 

Oprawa audiowizualna:

 

Kamil:

Grafiki nie muszę chyba komentować: zespół Kalafior w polu "autor" mówi samo za siebie - wszyscy, którzy wcześniej mieli okazje zagrać w jakąś inną z ich gier wiedzą, czego można się po nich spodziewać. I chociaż pojawiają się głosy, że n-ta gra z podobną grafiką to lekka nuda, to ja osobiście nie mam nic przeciwko temu. Wypracowany własny styl jest, przynajmniej przeze mnie, bardzo dobrze widziany. Dużego plusa również dla autorskiej muzyki - chociaż nieco pętlasta, to naprawdę miła i klimatyczna. Silnik ruchu chodzi teoretycznie bez zgrzytów, a praktycznie zdarza się, że postać przeniknie przez środek solidnej platformy - ale to, zdaje się, zostało już wyeliminowane w nowszej wersji.

 

misieksamgame:

Jak na Kalafiora przystało grafika w stylu "szary kontur, pastelowe barwy" towarzyszy nam i tym razem. Mówcie co chcecie, ja na ten styl nie narzekam, jest ładny, a już w żadnym wypadku nie przeszkadza mi w graniu. Zwrócę tu uwagę na dużą ilość animacji. Każda postać je posiada i nie są to tylko ruchy nóg przy chodzeniu. Coponiektórzy śmiesznie się gibają, inni rozglądają itp. Sporo elementów otoczenia również jest ruchoma. Moje oczka zabłysnęły, gdy zobaczyłem małe monitorki, na których ładnie coś miga, a z moich ust rozległo się rozkoszne "mmmm" gdy laboratoryjne potrójne drzwi się przede mną rozsunęły w płynny, udźwiękowiony sposób.

Wielu z Was wie, że jestem chory i bardzo wrażliwy na punkcie udźwiękowienia. Tu zostałem miło zaskoczony bogatą paletą sampli. Bardzo dobrze pasują do zdarzeń, bardzo wzmacniają klimat. No i oczywiście słynna Kalafiorowa losowość częstotliwości. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: każdy sampel za każdym razem gdy jest odtwarzany ma nieznacznie inną częstotliwość. Taki bajer, a uciechy co nie miara. Jeśli chodzi o muzykę to tu określę ją jednym słowem. Boska. Ogólnie bardzo dobrze się komponuje, klimat sięga zenitu. Na dobrze equalizowanych kolumnach brzmi po prostu świetnie. Co prawda kilka kawałków przed chwilą przereklamowałem, ale muzyczka w labolatorium, zamku czy na zakończenie będą na scenie trudne do pobicia. O dziwo autor gry nie uczęszczał do żadnej szkoły muzycznej. Brawo.

 

Podsumowanie:

 

Kamil:

Gigantyczny plus za unikalny humor z kategorii "tak głupie, że aż śmieszne". Zabawne odzywki Zenka, a także wielokrotnie przewijające się w dialogach "Zenek-Bochenek" sprawiało, że rogal nie schodził mi z twarzy niemal przez cały czas gry i jestem pewien, że gra byłaby zdolna poprawić humor nawet największemu smutasowi. Również godny uwagi jest system bonusów - za szczególne osiągnięcia dostajemy dostęp do ukrytych dodatków. Nie będę psuł zabawy z odkrywania ich innym, ale powiem, że warto się pomęczyć i przejść grę na poziomie hartkor - nagrody są naprawdę ciekawe.
No i dochodzimy do końca... nie wiem, czy zauważyliście, ale właśnie jesteśmy świadkami tworzenia się legendy. Bo Zenek Zombie jest grą, która w pełni zasługuje na miejsce w Hali Sław Polskich Amatorskich Twórców Gier... a nawet niekoniecznie amatorskich, bo gra jest na miarę profesjonalnych gier komercyjnych! Miodność porównywalna, i tylko moda na 3D mogłaby przeszkodzić autorom Zenka zdobyć dobrą pozycję na rynku gier komercyjnych. Z łatwością zgarnęła kilka prestiżowych nagród jak Gra Tygodnia na Daily-Click czy Gra Miesiąca na Victory Games. Znakomite osiągnięcia i kolejna okazja do powiedzenia "Polak potrafi!". I chociaż gra krótka, co pewien czas będę do niej wracał - bo jest do czego.
 

misieksamgame:

Humor w grze towarzyszy od samego początku, od intra, przez każdy etap. Niektóre odzywki są naprawdę śmieszne, hmm... inne mniej, zależy kto ma jaki gust. Nie będę powtarzał słów Kamila, całkowicie się z nimi zgadzam. Krótkie określenie "hicior" to jednak trochę za mało. To jest historyczne zwycięstwo prostoty platformówki nad stereotypem, że tego się już odgrzać nie da. Myślę, że sukces McO jest niepowtarzalny, chociaż kto go tam wie

 

 

PLUSY

 

MINUSY

Znakomita oprawa audio/video w stylu Kalafiora

Zadania poboczne

Żywe otoczenie


 

Z reguły nudna eksterminacja wrogów


     

INFORMACJE

 

OCENA

Autor: McO vel. Kalafior

Program: MMF

Rok produkcji: 2007

Strona WWW autora:

www.kalafior.tk


 

/

   

 

 

Wasze komentarze dotyczące gry Zenek Zombie:

 

RomanX:

 

To mi wygląda jak platformówka RPG . Osobiście nie lubię ani platformówek, ani RPG, ani stylu graficznego ZZ, ale muszę powiedzieć, że gra jest naprawdę dobra.

 

 

Arek:

 

Rozbudowana fabuła jest wprost idealna dla mnie. Uwielbiam ciekawe historie, a już najbardziej przeżywać je z takim zabawnym bohaterem.

 

 

Don_Sotto:

 

Rzeczywiście, na początku było trochę przynudnawo, jednak akcja się rozwinęła, i zrobiło się znacznie ciekawiej. Co do "historii" [questów pobocznych] - podoba mi się fakt, iż nic nie dzieje się przez przypadek, czy bez powodu [np. skrzynki z taśmociągu, widoczne podczas podróży łodzią podwodną]. Ja jestem stanowczo na "tak", świetna robota. 

 

 

 

 

Copyright (c) 2005-2007 Ślimaczek