|
autor:
Bedziu
Subiektywna relacja Bedzia z ZTG2
Witam. Większość z Was już mnie dobrze zna i bardzo kocha, albo gania za mną z Toporem+7, ale dziś nie o tym...
Oto moja skromna subiektywna relacja z imprezy zwanej ZTG2, organizowanej w Warszawie.
Pragnę zaznaczyć, że byłem już uczestnikiem ZTG1 i z miejsca oświadczam, że była tysiąckrotnie lepiej zorganizowana.
The Red Letter Day... (Dzień Pierwszy)
No nic. Spakowany i gotowy do drogi biegnę na stację Polskich Kolei Pieprzonych, zębami łapię się obramowania (dobrze, że wagon miał włączoną 'kolizję z pudełkiem') odjeżdżającego pociągu i wbijam przez okno. Zajmuję miejsce i jadę.. I jadę, a tu nagle SeSeMes i.. KURCZE PIECZONE! On gdzieś tu jest. Idę szukać.. Patrzę, a tu siedzi w połowie pociągu. Witam się. Biorę pod pachę i zanoszę do swojego wagonu. Odstawiam, gawędzę jak ta nasza polska społeczność klikowa jest popaprana. Nagle Kurak mówi - "Rise and shine, -||-, smell the ashes.." Dojeżdżamy.
Na stacji Warszawa Centralna analogicznie idziemy w stronę światła po jasnej stronie chodnika na świeże powietrze, dzwonimy po fanatyka.. Fanatyk zakręcony, bo nie może przejść escape from the room i nas znaleźć, ale w końcu mu się udaje. Witamy i podziwiamy piękny render pałacu kultury karty graf. "Wawa-h_DolceKabana2009". Jedziemy tramwajem pod hotel, a tam mały meeting, gromkie brawa, BEZ szampana! >:| Potem trochę oficjalniej w sali konferencyjnej strefy *** gwiazdkowego hotelu. Przybyła nawet TVN Warszawska i coś tam kręcili, ale potem wyrzucili, bo im szkoda taśmy było (i słusznie).
OMGWTFBBQ... (Kolejne Dni)
Poranne wykłady w bliżej nieokreślonej pedagogicznej placówce do której dojeżdżaliśmy metrem i w biegu podziwialiśmy szare gmachy Warszawy. Pomaganie przy organizacji wykładów, obsługa sali wykładowej, rozlewanie kawy/herbaty, mycie garów, słuchanie kazań fanatyka... No co? Opiekun też ma swoje obowiązki, które musi wypełniać należycie. Jednak żeby nie zjeść normalnie jak człowiek w barze mlecznym tylko non-stop napychać się fast-foodami, to już szczyt. Lubię fast-foody, ale bez przesady! Jak już wszyscy się najedli tej chemii, to Pikor z cudem znalazł bar mleczny kilkanaście przystanków od sali wykładowej (dziwne, bo mieszka w wawie, a nie wie gdzie co jest! Wyraźnie był zakłopotany). Wielce łaskę mi zrobiła najedzona reszta, że pojechała ze mną pod bar. Dodam, że co po niektórzy jedli fast-foody z przymusu, bo wcześniej pikor włóczył nas dość spory kawałek w poszukiwaniu normalnego baru. Jak już sobie przypomniał gdzie co jest, to już było po fakcie. Ale wracając do dalszej części relacji, to głupi żart z ulotnieniem się całej ekipy po moim skończonym posiłku w barze i kamp za rogiem budynku był wielce nie na miejscu w dodatku pokazali tylko swoją głupotę. Przecież ja nie znam tego miasta, a jedyny nasz przewodnik Pikor, jest jak wikipedia - niekompletny. Oczywiście równie dobrze mogłem się zapytać jak do hotelu, spakować się i wyjechać z tego padołu łez, ale to zrobiłem trzy dni później z powodu nie trzymania się przez Pikora planu zjazdu i pewnej dziecinne zachowującej się osoby. Miała być wycieczka do wilanowa, zwiedzanie wawy, ciekawe konkursy, itp.. Wszystko okazało się wielką klapą i mimo, że były okazje do wspólnego pozytywnego integrowania się (pozdro dla fina, szakala i maxa), to całość była w rozsypce. Nic nie było tym czym jest. Pikor chodził spięty, bo nie mógł już unieść tego ciężaru bycia organizatorem. Podobno fano był organizatorem CC'09 i wypadł on niebiańsko i ja w to wierzę, bo nawet obsługa hotelowa chwaliła organizacje CC'09. Wracając do dalszej części, to nie podobał nam się sufit. Oj tak. Albo był zbyt biały, albo sam nie wiem. W każdym razie bardzo nam się nie podobał, ale za to dwóm miśkom się spodobał i próbowali nas nawrócić w jedyną słuszną wiarę w lorda sufitów - Kasetona. Jednak my się nie daliśmy, a co było dalej? Jak to na takich imprezach bywa. Fino, Szakal i Ja byliśmy chyba najbardziej "trzeźwi umysłowo", a reszta albo grała w crasha, albo stukała do drzwi i szukała wczorajszego jutra. I to już koniec, bo wyjechałem żegnając się z tymi osobami co aktualnie były w hotelu.
Zemsta Zuego Kolejarza (Przedwczesny wyjazd)
Dotarłem na stację pod eskortą fanatyka i maxa - gawędziliśmy, a potem Wsiadłem do pociągu byle jakiego i pojechałem w siną dal. 1,5 godziny od Warszawy pociąg gwałtownie zahamował i okazało się, że jakiś ludek stał na torach i machał rękami mówiąc, że głupia PKP puściła przeładowany towarowy po nagrzanych torach nowo otwartą magistralą spółki InterRegio przeznaczoną dla osobówek i.. Towarowy pozrywał słupy, tory i w ogóle zaorał pole pod kabaczki. Cóż. Jak mieć pecha, to na całego. Wsteczny i 4-godzinny objazd przez Kielce :/ Gdy już dotarłem do ziemi obiecanej, to otrzymałem cynk, że Pikor wreszcie poukładał sobie wszystko i zaczął prowadzić ZTG2 zgodnie z planem, ale to już było nie istotne. Można powiedzieć, że rozpocząłem falę wyjazdów. Co mądrzejsi się ewakuowali z Warszawy. Nie dziwię się.. Gdyby tylko Pikor się przyłożył, a "dzieci" nie dopiekały, to może coś by z tego było i dałoby się wcześniej "wyprostować" plan zjazdu. Jednak mimo tych niedogodności, to miło spędziłem wieczorne gawędzenia z finem, szakalem i maxem w naszym r00mie. Hej! 3-majcie się i jeszcze raz pozdro!
|