Sprawozdanie Don Sotto
 

autor: Don Sotto


   Challange, czyli jak wyjechać.

   Należałoby najpierw wspomnieć, że sam wyjazd z okolic mojej miejscowości koleją okazał się nie lada wyzwaniem - z powodu burz, jakie nawiedziły dnia wczorajszego całą Polskę, wiele kursów opóźniono, inne w ogóle zatrzymano. Mimo małych trudności, odrobiny nerwów i dopytywania się w okienku informacyjnym, udało się jednak ustalić trasę do Warszawy ( wprawdzie ze sporym nakładem kilemetrów, ale nie ma co wybrzydzać ;) ).

   Na miejscu

   Pomijając wszystkie inne kolejowe wersy, po kilku godzinach "Mewa" przybiła do długo wyczekiwanej przystani - Warszawy Centralnej. Tu znowuż dzwonienie, ugadywanie się i nieustanne pytania: "gdzie jesteś?", "czekamy pod wyjściem takim a takim", "co jest charakterystycznego wokół ciebie?". Po krótkim spacerku i przymusowym "zwiedzaniu" stacji z przyległościami, udało się jednak pokonać te małe przeszkody - pozostało przywitanie się z Pikorem, Fanotherpgiem i Popcornem. Tu znowuż szybka wymiana zdań, krótkie pytania "co słychać", i tak dalej... Następnie Krótka podróż autobusem spędzona na rozmowach o klikach, poznaniu się z Popcornem ( :) ), po czym hotel Campanile witał nas z otwartymi ramionami. Tam też jednak długo miejsca nie zagrzaliśmy, bowiem w planach mieliśmy jeszcze odebranie Randoma i Francois Lioneta z lotniska ( w międzyczasie dołączyła Mitsou ). Jest godzina 17 ( albo coś koło tego ). Okęcie, i oczekiwanie na kolejnych participantów. Jeśli dodać do tego małe zamieszanie z lotami i trudności w jakimkolwiek skontaktowaniu się z gośćmi z zagranicy - robi się niezły bałagan. Nie ma jednak takiej trudności, jaką organizatorzy zlotu ( Fan! Pikor! ) by nie pokonali, i już po jakimś czasie "wysoki blondyn w okularach" znalazł się w ( "naszych rąsiach?" - quaker ).

   Sześciu wspaniałych

   Co pozostało do wykonania? A, tak: zapoznanie się z Randomem i odbiór szefa szefów z właściwego terminalu. Tym drugim zajęli się Fanotherpg i Pikor. No cóż, quest numer jeden przyjąłem na swe barki. Zegar wytykał jeszcze jakieś pół godziny (?) na twórczo-klikowej rozmowie, po czym przedstawialiśmy się już Lionetowi. Cóż, jak się okazało, podróż samolotem nie była dla niego wcale taka faaajna - akurat nie miał w zasięgu wzroku żadnych okien, a dźwięki dobywające się z silników nie umilały podróży. W końcu jednak dotarł. No, jeszcze telefon do żony, co by się upewniła, że wszystko jest OK, i można wracać do uczestników zlotu... Hm, no właśnie, gdzie jest reszta, nas tu tylko szóstka siedzi? ;) Niestety na to pytanie odpowiedzieć musiał Fano :D ( z powodu nieporozumienia, Francois Lionet myślał, że wszystkich uczestników będzie około trzydziestu ). Mimo to jednak sądzę, że CC 09 zyskał w ten sposób niesamowity klimat - "jak rodzinnie" ;P.

   "In Warsaw everything is so cheap!"

   Generalnie, konwent odbywał się bez zakłóceń - czas spędzaliśmy głównie na poznawaniu się, komentowaniu i oglądaniu gier klikowych, dyskusjach o ulepszeniach swoich projektów, no i oczywiście zwiedzaniu Warszawy ;). Jak się okazuje, każdy znalazł coś dla siebie w stolicy - np. Random specjalnie do Polski zabrał niemal pustą torbę, by zostawić sobie miejsce na "tanie" ubrania w stolicy ( a teraz porównajcie kurs euro i złotego, dodając do tego wiele zniżek w naszych rodzimych sklepach... ;) ). Na każdym niemal kroku mieliśmy okazję słyszeć od zagranicznych gości, że "in warsaw everything is so cheap!". Jednym z najciekawszych miejsc, jakie zwiedziliśmy, było Stare Miasto, które zwłaszcza późno w nocy, prezentowało się nadzwyczaj okazale, i bezapelacyjnie zrobiło na nas wielkie wrażenie. Pozwoliliśmy sobie też na chwilę refleksji i zadumy przy jednym z pomników, wyznaczających dawne ściany getta.

   "Dinner break"

   Zdecydowanie najbardziej wyczekiwanym dniem była niedziela, planowo wypełniona prezentacjami. Co więcej, udostępniony został live w Internecie (Broo: Był? ><' ), więc każdy zainteresowany mógł w zaciszu domowym wysłuchać prelekcji np. Francois Lioneta i uczestniczyć w niej poprzez zadawanie pytań prowadzącemu. Punktów w planie łącznie było jedenaście - oto ich lista:

1. Fanotherpg - Wstęp
2. Francois - Prezentacje Clickteamu
3. Fanotherpg & Dr. Nitrous - Japońskie gry klikowe
4. Don Sotto - Shipyard
5. Fanotherpg - Sensou
6. draq & Mr Knife - Mario Wars
7. Fanotherpg - Komercyjne gry klikowe
8. pikor & Fanotherpg - Projekty Climou
9. Fanotherpg - Zakończenie konwentu
10. Dinner break ( to nie jest prezentacja :> )
11. Francois & Fanotherpg - Pytania & odpowiedzi

   Przyznaję bez stresów - było ciekawie. Na początek uwagę wszystkich, także tych przed komputerami ( Broo: ><' ) przykuła prezentacja Francois Lioneta - przede wszystkim pokaz nowych możliwości MMF'a, a także jego... japońską wersję ;). A skoro już przy tym jesteśmy, to Fan jako następny przedstawił przygotowane już filmiki gier klikowych z tego samego kraju autorstwa Dr. Nitrousa. Zanim zdążyłem jednak wygodnie rozsiąść się w fotelu, przyszła pora na rozpoczęcie prezentacji Shipyardu, a zaraz po niej głos zabrał ponownie Fan, przedstawiając projekt, który współtworzy - Sensou. Kolejno, przed kamerą znalazł się Pikor z prezentacją swoich dwóch nowych projektów, po czym Fano ogłosił oficjalne zakończenie konwentu. Mimo drobnych trudności i usterek z live, wszystko odbyło się bez zarzutu. Zakładam, że zainteresowanie CC było całkiem spore, sądząc po łącznej liczbie osób oglądających live - a urosła ona aż do 147!

   Po krótkiej sesji obiadowej, odbytej w restauracji z typowo polskim jedzeniem i janosikowym wystrojem wnętrza, powróciliśmy na antenę, by nadać serię pytań użytkowników do Francois Lioneta, no i oczywiście - jego odpowiedzi. A tych pierwszych było całkiem sporo, niektóre nawet trochę nieklikowe ( "Proszę sobie wyobrazić, że u każdej ręki ma pan dodatkowy palec. Co by pan nim robił?" ), ale ostatecznie zeszło na rozwój MMF'a i tak też do końca pozostało ( "Why MMF is better than Construct?" : "I don't know, I don't use Construct" ;> ).

   End...?

   Co mogę napisać? Click Convention, rodzinny jak nigdy ( ;> ), udał się i temu zaprzeczyć nie można. Zresztą, w tej kwestii zaskoczony był nawet sam Francois Lionet. Trudno jednak, siedząc nad Wordem czy Notatnikiem ( Notatnikiem ;) ) przypomnieć sobie wszystkie jego szczegóły i oddać precyzyjnie, gdyż toczyło się wiele dyskusji i tych bardziej, i tych mniej klikowych, np. rozmowy Pikora z Lionetem dotyczących szans na powodzenie retro gier czy gier bez oprawy dźwiękowej, nowe możliwości MMF'a 3, zalety podkładania pod laptop polskich książek, by się nie przegrzewał, a także tajemnica pawiów w Łazienkach, które z przyczyn braku HWA mogły być wyświetlane tylko pojedynczo... Jedno się kończy, drugie zaczyna - i tak też było tym razem. Pożegnawszy zagranicznych gości, oczy wszystkich ( Fan - Pikor - Don Sotto - Draq - Mr Knife ) zwrócone były na nadciągający... Zjazd Twórców Gier.

   Co tam? :>

   A ten minął mi znacznie szybciej niż Click Convention - za to udało mi się zintegrować z polską ekipą, mniej lub bardziej znaną z FG, a także przypomnieć sobie tych już poznanych na zeszłorocznym spotkaniu w Krakowie. Plan obu imprez jednak się różnił - w dzień po oficjalnym otwarciu ( w jakiejś części nagranym przez lokalną warszawską telewizję ) rozpoczął się cykl prezentacji ( codziennie po parę godzin ), który trwał do przedostatniego dnia zlotu. Niestety, kwestia dojazdów na miejsce nadawania ( tak, też live ) nieco (nieco?) zniszczyła plany zwiedzania Warszawy, no ale cóż - nie wszystko jest się w stanie przewidzieć. Osobiście cieszę się, że poznałem wielu ludzi, znanych dotąd tylko z przemykających tu i ówdzie na forum nicków, czyt. np. oddanego fana ( nie Fana :) ) Dizziego, Kuraka, jednocześnie twórcę świetnego remake'u tejże gry; drc, niestrudzonego redaktora Ślimaczka i twórcę projektu "Księstwo"; Kamila; Maxa, z którym rozpocząłem testy wsparcia MMF na komórki ( CM? :) ); i wielu, wielu innych... No, nie wypadałoby nie wspomnieć o dwukrotnej wizycie i jednym noclegu na ZTG Vitalzky'iego, którego udało mi się namówić, i nawet trochę pomóc w sprowadzeniu do hotelu z fonem w ręku ( tak tak, podczas oficjalnego rozpoczęcia ZTG Don "dzwonił" :) ). W kwestii podróży powrotnej udało się znaleźć Złoty Środek - większość czasu spędziłem w towarzystwie Dinga, co, można by rzec, przedłużyło nieco zlot ;). Potem już tylko przesiadka w Poznaniu, wysiadka w Lesznie, przesiadka na autobus, krótka podróż i... to już Góra? To ja wysiadam, pozdr ;)

 

 

Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek