Sprawozdanie pikora
 

autor: pikor


   CC09 mimo małej liczby zagranicznych uczestników uznam za spory sukces, zadowoleni byli, tak myślę, wszyscy uczestnicy konwentu, jedynie co było moim poważnym błędem to złe ustawienie parametrów webkamerki oraz małe moje nawalanko jakim było zaspanie w dniu prelekcji. Szczęście, że w ogóle się obudziłem, bo inaczej tęgie gromy bym zebrał. Nie odbyło się bez przygód jakimi było dłuuugie lądowanie Popcorna w czasie burzy na Okęciu, czy zabrnięcie w ciemne zaułki Dworca Centralnego Don Sotto... lecz, i zagranicznych, i polskich gości elegancko odebraliśmy i odesłaliśmy. Zaznaczę, że gdyby liczba uczestników na CC09 była podobna do tej co na ZTG... to mielibyśmy wydarzenie na dużą skalę... ważne, że pokazaliśmy - Polak potrafi!

   Z viceorganizatorem, samozwańczym pierwszym prezydentem naszej społeczności klikowej, grubszy kawał pierwszego dnia spędziliśmy, niczym ubogi element, w piekle Warszawy Centralnej, na dworcu gordyjskim, w miejscu.. gdzie każdy, kto z nas przybył, poczuł się mały i zagubiony... więc łapaliśmy za ręce (w najróżniejszych zakamarkach labiryntu) i wyciągaliśmy z tego bagna.. przyznam, że prezydent jeszcze nigdy tak ciężko nie pracował... ale swoje obowiązki wykonał należycie.. order virtuti climoutari mu się przyzna potajemnie.

   Do miłych części uznam przejażdżkę cackiem fina na kraniec stolicy... jednocześnie z drugiego krańca agresywnego imperium, stukając niczym telegramy smsy, za pomocą służb specjalnych ściągaliśmy Kamila z Zachodniej PekaESowni. Generalnie całą grupę przed zmrokiem skompletowaliśmy i ulokowaliśmy w ciasnych (niestety) pokoikach w hotelu. Fanotherpg ze swoimi kompanami od gier fabularnych znalazł się na 4 piętrze, na końcu korytarza.. reszta bytowała na mięciutkich materacach i z laptopami ulokowanymi blisko gniazdek elektrycznych w pokojach piętro wyżej. Prezes climou, pikor.. wiecznie uciekał przed północką tramwajem parę psich staników do swojej pracownicy Mitsou, by opracowywać prezentację hotelu, w co nikt nie wierzył.

   ZTG oficjalnie rozpoczął się totalną zastudzichą jaką wywołało kilkuminutowe molestowanie Platyny na żywca przez TVN ... w trosce o jego zdrowie rozdawałem uczestnikom breloki bojowe do miotania.. zawieszone na ostrych jak brzytwa smyczach.. z logami zjazdowymi i głównych instytucji tworzących w dużej mierze tę imprezę: climou oraz Fabryki Gier. Z lenistwa a może z powodu bezpiecznej pozycji Platyny nic w powietrzu nie fruwało w stronę kamer. Sala zaraz po apelu opustoszała, w sumie były dwie tego przyczyny: pierwsza to wymuszone przez telewizję rozpoczęcie o kawał czasu wcześniej.. co sprawiło, że do 22ej było zbytnio dużo time. Drugą to moje zaniedbanie, by salę wykorzystać na prelekcję, czy pokaz gier, lecz w natłoku spraw, zwyczajnie przeoczyłem tę możliwość. Ku mojemu strapieniu stoły były ustawione nie tak jak sobie tego życzyłem. Zbyt duże odległości między krańcami owalnego stołu, lecz nie było już czasu zmienić układu i czułem się jak na posiedzeniu PZPR hehe..

   Następnie dni zleciały szybko, było kilka niesmacznych momentów, drobne wypadki, parę rzeczy w programie ZTG w trakcie trwania imprezy się zmieniło, coś odjęło, poprzestawiało.. po prostu pozwoliłem sobie na większy luz na zjeździe, który z mojej perspektywy leciał piorunem! Mogło to wynikać z prężnego natłoku spraw organizacyjnych jakie siedziały na moim karku i właśnie tę zdobycz, to doświadczenie jakim było zasmakowanie ciężaru organizatora, mogę uznać za największy bagaż ze zjazdu. Wspominam też świetnie, mimo wygłupów, zabawy z chłopakami w saunie, jacuzzi i pseudosiłce. Wyprawę na basen, wspinaczkę po linach, szybki przejazd metrem aż na Młociny i długi powrót tramwajem do hotelu w nocnej, skrywającej wszelkie miejskie brudy porze.. Bawiłem się naprawdę dobrze, a do najmilszych chwil zaliczę wspólne z McO, Stankolem dyskusje o kształcie Rzeczy (nie mylić z Rzeszą).

   Spore na mnie wrażenie zrobiły cztery jednostki: Don Sotto.. jego zapał do pracy (wiele razy wykradał mi laptopa, hehe by mógł doskonalić swoją świetną produkcję "Shipyard"), Draq i Knife za całokształt oraz Mefisto.. w którym widzę spory potencjał i widać było, że przykłada się do swoich projektów. Pokazał mi się, obserwując co czyni... od aktywnie gameworkowatej strony.

   Największą nieobecność, kogoś kto prawie nie istniał, gdzieś w cieniu się przemykał, istniał jakby na uboczu całej imprezy, rozmawiał niewiele, nie świrował, nie tworzył w pokojach na żywca żadnej gierki jak szalony (miało to miejsce rok temu w Krakowie), skromnie się udzielał.. bardziej wasz sługa.. opiekun to nikt inny jak cicha woda.. pikor. Otóż robiłem co w mocy, by każdy z nas był zadowolony, ale nie udało mi się to w stopniu extra zadowalającym.. nie dało się uczynić każdego z nas w pełni usatysfakcjonowanym z ZTG. Moją robotę, mój wkład w tęż imprezę pokornie zostawiam do waszej oceny.

   Na zakończenie pragnę dopisać, że pikor mimo obecności na ZTG nadal pozostanie po za sceną, powodów tegoż nie muszę podawać, jednak między innymi smuci mnie to, że nas... tych aktywnych twórczo.. jest po prostu bardzo mało.. dla mnie ZTG paradoksalnie był demotywujący do pracy nad gierkami, nie wiem czemu się tak stało.. jednak w obecnej chwili miesiąc po imprezie, za pomocą innych czynników odezwały się we mnie twórcze moce i znów intensywnie pracuję nad grami.. czego też i wam życzę.. tej weny i siły, by doprowadzać projekty do finału i dbać o to by były jak najlepiej wykonane.. a i też starannie wypromowane na światło dzienne.

   Po całej imprezie byłem wyczerpany, musiałem szybko wracać do przeróżnych obowiązków, ale powiem szczerze, że ZTG długo będę przechowywał w pamięci niczym pliki gam i mfa najcenniejszych swoich projektów gierek.... possdrou!

 

 

Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek