Sprawozdanie Platyny
 

autor: Platyna


   No dobrze, pora napisać coś więcej na temat zjazdu.

   Jest 27 lipca koło godziny 11. Stoję na Dworcu Centralnym oczekując Dinga. Pociąg przyjeżdża, wysiada z niego prawie 2 metrowy gość. Mimo, że widziałem zdjęcia to jednak zawsze sobie człowieka inaczej wyobrażałem. Idziemy pod Złote Tarasy rozmawiając oczywiście o niczym innym jak o Crashu! Telefon do Fana, ciepłe powitanie "Cześć szmato!" i już po kilku minutach biegnie do nas człowiek w zielonej koszulce i czapeczce ClickTeamu. Wsiadamy w tramwaj i jedziemy do hotelu. Tak, zgadza się, do hotelu! Remonty w akademiku zmusiły organizatorów do poszukania innego miejsca na zlot. No i o dziwo udało się załatwić to bez dopłat, jedynie w zamian za przygotowanie prezentacji dla hotelu.

   Po chwili wysiadamy na Pl. Zawiszy, stawiamy kilka kroków i ZTG rozpoczęte! Przywitałem się z kilkoma ludźmi którzy dotarli wcześniej i od razu rzuciliśmy się z Dingiem do konsoli. Od lat czekaliśmy na okazję by w końcu zagrać razem w CTR-kę. Niezły przeciwnik z niego nawet dla mnie. Z czasem przyjechała reszta, a wieczorem udaliśmy się na salę konferencyjną gdzie musiałem udzielić wywiadu dla TVN Warszawa. To by było na tyle z pierwszego dnia.

   Kolejne dni równie ciekawe. A ja mimo, że nie opłaciłem noclegu, mogłem spokojnie tam kimać gdyż kilka osób opłaciło cały zjazd, a musiało wyjechać wcześniej. Tylko przebrać się i umyć do domu wracałem. Codziennie jakieś 4 godziny snu i jechałem na chlebie z pasztetem, trochę McDonalda i zapiekanek. Raz z Kurakiem i Mefisto się wybraliśmy na pizzę o 1 w nocy :P Spać się nie chciało, bo nie chciało się tracić dobrej zabawy. Kilka wieczorów się trochę popiło, a jednego może nawet trochę za ostro, ale będę się tłumaczył, że to dlatego, że na pusty żołądek! :D

   Ludzie byli naprawdę w porządku, można było z nimi normalnie pogadać i przy piwku i bez piwka. Chociaż nie obyło się bez osób, których obecność potrafiła doprowadzić do szału wszystkich naokoło. No ale są ludzie i parapety. Wystarczyło ignorować.

   Pierwsze dni mijały na prelekcjach i cioraniu w Gitar Hero. No ale cioranie się skończyło kiedy Kamil pojechał. No ale został jeszcze Cash Bash i CTR z Dingiem! Na przyszłym ZTG skończymy Basha na 201%. A skoro już o prelekcjach wspomniałem, to większość twierdziła, że były nudne jak cholera. Ja się z tym zgadzam jedynie w połowie, bo trafiło się kilka ciekawych tematów, chociaż głównie zanudzali na temat MMFa, jaki to on niby wspaniały. Ja powiem wam tyle, że z waszych rozmów wywnioskowałem, że GM jest dużo fajniejszy. I jedyne co mi się w MMF spodobało to multiplatformowość i pewien efekt w grze Mateusza.

   Ostatnie dni już bez prelekcji, więc można było się na przykład z Kurakiem i Mefistem wybrać do Arkadii, żeby sobie w muzycznym pograć na gitarach. Inni sobie chodzili do sauny i jacuzzi, no i nie obyło się bez jakiegoś przypału. Ale ja szczegółów nie znam.

   Ogólnie zjazd miodzio! Ostatniego dnia nie chciało się wracać do domu więc tylko co chwilę odwoziłem po różnych dworcach kogo tylko się da. Przez co niestety z kilkoma ludźmi nie udało mi się pożegnać, bo sobie pojechali jak odstawiałem Mefista na Gdański. Jeżeli tylko będę miał kasę to za rok oczywiście też pojadę.

   Wypadało by też napisać co nieco na temat organizatorów. Fano, bardzo sympatyczny człowiek. Można się nawet przespać z głową u niego na kolanach i przy okazji być drapanym za uchem (Pozdro dla draqa! xD). No i Pikor. Również złego słowa o nim powiedzieć nie mogę, chociaż z nim zamieniałem trochę mniej słów niż z Fanem ;)

   No i to by było chyba na tyle. Polecam pojechać na ZTG w przyszłym roku. Wróciłem cało. Na stosie mnie za GMa nie spalili. Cacy.

 

 

Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek