Sprawozdanie Prekiego
 

autor: Preki


   Pod hotelem byłem około godziny siedemnastej. Zmęczony po całym dniu łażenia po stolicy, w końcu wstałem o 02:30, więc sporo czasu byłem na nogach do tej pory. Czekałem sobie przy wiadukcie nad torami i co raz to spojrzałem w stronę skrzyżowania z Alejami Jerozolimskimi, co raz na jakiś pociąg, czasem na przystanek tramwajowy. W końcu mieli przyjechać do hotelu tramwajem. Nieco znudzony obszedłem budynek hotelu dookoła. Na zewnątrz było sobie parę typków, ale to chyba nie byli uczestnicy Zjazdu (chyba). Zacząłem wracać na swoją poprzednią miejscówkę, aż tu z mojej kieszeni wydobył się dźwięk Metalgear'owego Codeca (mój dzwonek ;). To FanOtheRPG dzwonił, a ja już widziałem wesołą grupkę podążającą w moim kierunku. Byli to Fano (oczywiście), Don Sotto, Mr. Knife, Max, Draq, umm... cholera nie pamiętam :>

   Hotel, do którego się udałem, to Premiere Classe, jeden z trzech hoteli mieszczących się w tym samym budynku przy przystanku kolejowego Warszawa Ochota. Pojechaliśmy windą na piąte (szóste licząc techniczne) piętro budynku, gdzie się bliżej poznaliśmy. No, co niektórzy tak nieco wspominali że spalą mnie na stosie, czy coś, ale najwidoczniej żarty sobie robili. Bardzo zaciekawiło mnie, że windy i drzwi do pokojów są zabezpieczone specjalnymi kartami (znowu ten Metal Gear ;p heh). Po wyjściu z windy udaliśmy się do pokoju 509, gdzie siedziałem tam aż do 00:30 :p. A tam się działy różniaste rzeczy. Na przykład Draq przy użyciu Photoshopa tworzył fanart Fana (jak to brzmi ^^), i muszę przyznać, powstawał szybko, przy czym wszyscy mieli niezły ubaw. Ja natomiast co chwila sięgałem po paczkę orzeszków ziemnych z mojego plecaka, które stanowiły jedyny prowiant na ten, i na następny dzień (hardcore'owo, no nie?) Później, około godziny dwudziestej poleźliśmy kupić sobie coś do picia. Żeby nie było, to wziąłem jedną puszkę Tuskiego, to znaczy się - Tyskiego >:]. A Fano kopsnął sobie... Fantę, podobno alkoholu pić nie może, właściwie tak jak ja :p, to Tyskie w sumie było na pokaz, LOL.

   Wracamy do hotelu. W pokoju 503 czyli tym obok tego w którym ostatnio siedziałem, wpadliśmy z napojami i zaczęliśmy je konsumować. W porównaniu do nich to byłem cienki, bo co tam dla nich jedna puszka. Podobno Platyna sporo wypił ale o tym później :]. Po wypiciu piwka (czytaj: "pozbycia się") polazłem znowu do pokoju 509. No i tam Fano grał w jakąś japońską platformówkę, oczywiście made in MMF, jakże by inaczej. Jak coś jemu nie szło po myśli, to rzucał czapką :]. Mr. Knife natomiast zabawiał się pykając na PSP w jednego z ponadczasowych, NES-owych klasyków - "Fantastic Dizzy". Ja natomiast mówiłem to i owo o RPG Makerze i jego scenie, oczywiście wychwalając RM2003, wszyscy powinni wiedzieć, dlaczego. Nagle, Fano spostrzegł, że ktoś na Wikipedii nasmarował głupotę, że twórca Klików, zginął podczas powrotu z Polski. Wielu od razu "myślało", że to Fano go załatwił, jednak ten nie stracił powagi, i wciąż był ciut wkurzony. Okazało się, że to niewybredny żart kolegi Stankola. No, ja się w końcu dorwałem do kompa, o dziwo identycznego do mojego, czyli Asusa F3S. I zdziwiło mnie to, że... jest bardziej cichy od latającej muchy! A mój? Wyje jak ruszający pociąg! No nic, pora pozdrowić Tsukuru Squad ze Zjazdu, pisząc mały, aczkolwiek okrutny spam w odpowiednim temacie na RM Archive ;), po czym zapuściłem na "jutubie" produkcję filmową z wielkim rozmachem: "Kung-Fó Pantera II", produkcji lokalnej, bo Zespołu Filmowego "Skurcz", który to jest z Warszawy. Pokój natychmiast wypełnił się zabójczym śmiechem, szczególnie kiedy bohaterów rozjeżdżały różne pojazdy mechaniczne, a oni ani draśnięci wstawali z ziemi i dalej się bili w wykwintnym, "skurczowym" stylu ;). A potem ta sama rutyna, Fano naparzał w "japończyka", a Mr. Knife męczył Dizzy'ego na PSP. Draq jeszcze dopieszczał karykaturę Fana. A Don Sotto? Zaczął grzebać pod łóżkami, i znajdywał bardzo "ciekawe" przedmioty =)

   No cóż, zrobiło się trochę późno, err... jakieś w pół do pierwszej w nocy =D. Whatever, ja potrafię całymi dniami do trzeciej no-life'ić przed kompem, robiąc to i owo, tylko jakoś w wakacje dorywa mnie zawsze twórczy leń, a za robienie konkretów biorę się dopiero w szkołę. Dziwne, no nie? W każdym bądź razie byłem strasznie zmęczony (patrz, co napisałem na początku), jeszcze to piwo prawie by mnie dobiło. Do noclegu miałem przeznaczony pokój o numerze 501. Byli tam Platyna oraz Max, pierwszy to GameMakerowiec. No, jeszcze był Stankol od Constructa, i tylko jeden człowiek od RM-a (ja xD). Ten pierwszy siedział na parapecie i wyglądał przez okno, jakby coś chciał dojrzeć w środku nocy. Jednak załatwiał "pewne" sprawy, które wolałbym zachować dla siebie i uczestników Zjazdu :>. Pogadałem sobie też trochę z Maxem, bo ten był nieco ciekawy na temat RPG Makera, oczywiście od czasu do czasu pochłaniając trochę orzeszków ziemnych. Platyna niedługo potem półżywy zszedł z parapetu i udał się do WC. A ja poszedłem w kimę... tak się zakończył mój najdłuższy dzień tegorocznych wakacji.

   Nazajutrz wstałem o porze regularnej, czyli około godziny dziesiątej. Tak, regularnej porze, bo jak dzień w dzień przesiaduje się przed komputerem do późna... no, sami wiecie. Platyna wstał tak jak spać się położył, czyli jak jakieś zombie. Pokój jednak wypełniał dziwny, bardzo dziwny zapach, a nawet smród, no dobra, traktujcie to zdanie jakby jego nie było :). Dobra, więc chciałem pójść do Fana, pogadać z nim, co z konkursem na grę. Zjechałem z kolegami piętro niżej i złożyliśmy małą wizytę u naszego współorganizatora, po czym znowu, tym razem z Fanem wróciliśmy na piętro piąte hotelu. Platyna niewiadomo gdzie wyparował, to znaczy gdzieś tu, w Warszawie, ale dokładnie to nie wiem. Obiecał, że posprząta po sobie :>, i długo go nie było. W jednym z pokojów był PlayStation 2, wow! Mieli przeróżne gry na niego ze sobą, ale niestety, nie było tam żadnego Metal Gear'a. Za to trochę popykałem sobie w szaloną gierkę Crash Team Racing, to jeden z ulubionych tytułów Platyny.

   Orzeszki ziemne coraz bardziej mi wysuszały gardło, ale jeszcze ich wystarczy, z głodu nie umrę. Problemem było coś do picia, Don Sotto poprzedniego dnia wykończył mój napój zakupiony za spore pieniądze w Złotych Tarasach (cholerne warszawskie ceny -.-). Wyskrobałem coś z drobniaków i polazłem do windy. Wesoły wchodzę do windy, drzwi się zamykają, naciskam guzik i... nic! Nawet drzwi nie mogłem otworzyć bez tej cholernej karty! No cóż, shit happens, always. Nagle winda ruszyła, bo... sprzątaczka ją przywołała, dzięki temu mogłem zjechać na parter i zakupić coś sobie... w automacie. No i znowu maszyneria, wkładam kasę i nic, dopiero jak ktoś mi pomógł to obsłużyć to maszyna wyrzuciła puszkę Pepsi. Ulga dla gardła! No i wróciłem (nawet nie pamiętam jak, LOL, nie miałem tej karty) na piętro piąte do kolegów. W pokoju 509 Fano omawiał plany dotyczące dnia. Miało być tak, że wpierw godzinny(!) konkurs na robienie gry, a potem mały turniej w klikowych gierkach. Fano pytał się, czy wziąłbym udział. No cóż, jestem tu sam, więc... nic, a w klikach jestem noga. No, może podstawy znam, bo TGF to był pierwszy program jakiego używałem do robienia gier, ale nic więcej nie pamiętam.

   Przed rozpoczęciem konkursu pykałem sobie trochę w CTR na Play'u, aż nagle wyjrzałem zza drzwi. To była ochrona hotelu, podobno coś Stankol znów nabroił (tym razem nie na Wikipedii, a w realu). No i obsługa hotelu zamknęła okna na klucz. Kiedy wreszcie konkurs się rozpoczął, to w pokoju 509... padła sieć Wi-Fi, nie wiedzieć czemu. Więc "drużyna" przeniosła się do pokoju 501, czyli mojego/Maxa/Platyny. Draq, Sotto i Knife dłubali wesoło przy grze, a Fano... młócił znów w "japońca", proponując mi w niego pograć. Nie, nie takie gry dla mnie. Wolałbym jakiegoś RPG z fajnym systemem walki i rozbudowaną fabułą. Po chwili Internet wrócił do kompów. No i zapuściłem tam znów coś na YouTube, tym razem szaloną komedię, powstałą w wyniku zabawy grą Gothic II - "Człowiek Woda"! Nie trzeba było tego komentować ;D. Konkurs miał trwać godzinę, trwał nieco dłużej. Zespół z mojego pokoju przygotował platformówkę o jakimś dziadku, w której nadużyto słynnej gadki "jestem hardkorem". Przeciwnicy zaprezentowali jakąś chorą grę o ćmie, gdzie w ekranie tytułowym było słychać soczysty język :p. No i w końcu, przyszedł Platyna! No i właśnie, jak on miał posprzątać po sobie, skoro pokojówki zamknęły mu okna na klucz :p. Cóż, sfarciło mu się. Po konkursie pora była na turniej w grach. Były dwa tytuły uwzględnione: Mario Warz i Shipyard. Niestety, już na starcie były problemy. Na jednym z kompów nie dało się grać normalnie, a na reszcie były różnice w systemach operacyjnych (XP vs. Vista), wobec czego nie dało się połączyć ich siecią bez problemu. A godzina mojego odjazdu do Siedlec zbliżała się nieuchronnie. Orzeszki też się skończyły, więc już nie było kolorowo. No i Vista nie dawała za wygraną, turniej się nie odbył (później coś grali w Shipyarda ale też im nie wyszło przez problemy z sprzętem). Zresztą i tak nie miałbym czasu na nie.

   Około 19:00 większość poszła na miasto, Fano też. Po przesiedzeniu jeszcze tak pół godziny w hotelu pożegnałem się z uczestnikami, przekazując im, żeby Fana ode mnie pozdrowili. Udałem się do dworca przystanku Warszawa Ochota, kupiłem bilet, i schodzę na peron. Jest pociąg, ale myślałem, że się zatrzymywał, gdyż tak naprawdę odjechał mi przed nosem. No WTF!? Od razu zadzwoniłem do Fana, że zwiał mi pociąg. I wracam jeszcze raz do hotelu, no i BIG LOL! Preki jeszcze nie uciekł! Ale to na krótko tylko, pooglądałem ledwie co trochę świetnych pixelartów. Sam ich autor uważał się za no-life'a, więc ja w tym przypadku, nawet spędzając całe dnie przed kompem, no-life'm nie jestem. Na następny pociąg odprowadził mnie Fano wraz z autorem tychże pikseli Vitalem. Okazało się, że to dobry znajomy Dragon Emperora! O, tak, jego brakowało na Zjeździe, no, ale uszanujmy jego wolę. Czas podczas pogawędek minął szybko, pociąg się prawie planowo wtoczył na tor przystanku. No i przyszedł czas na mnie ^^. Farewell!

   Podczas powrotu do Siedlec pomyślałem sobie, że nie był to zły pomysł jechać na ten Zjazd. Pomimo przewagi klikowców, było świetnie! A miałem nie jechać na niego właśnie ze względu na brak przedstawicieli sceny RPG Makera. Choć szczerze, przydałby się ktoś, przydał. No, i gdyby impreza odbyła się gdzie indziej niż w Warszawie, to bym mógł tylko o niej pomarzyć.

 

 

Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek