Avit
 

autor: misieksamgame, pepe9donkey


 

 

- tą grę powinien znać każdy szanujący się klikowiec.

- jeden z symboli starych, dobrych dla polskiej sceny czasów.

 

Ta gra zdecydowanie zasługuje na specjalne traktowanie. Postanowiliśmy przyjrzeć się jej nieco dogłębniej. Recenzja napisana przez dwóch redaktorów, będą zatem dwie oceny. A zaczniemy może od...

 

Grafiki!

 

   Muszę przyznać, że grafika przypadła mi do gustu. Jest wykonana starannie, lecz bez zbędnych fajerwerków. Tak naprawdę ilość dodatków jest ustalona na cienkiej granicy między ich zbyt małą a dużą ilością. Menu jest wykonane starannie. Czarne tło i krwiste, wydrążone w kamieniu napisy wyglądają bardzo dobrze. Nasz bohater przypomina człowieka ubranego w jakiś specjalny kostium. Mam małe zastrzeżenia co do "insektów" - są to zielone glisty, które nijak mają się do kosmicznych pogromców. Również naboje karabinu niezbyt efektownie zderzają się ze ścianami. Cóż, lepszy rydz niż nic. W początkowych poziomach widzimy w większości skały. Nie są one opatrzone jakąś teksturą, która zdecydowanie dodałaby im uroku. Są szare i nudne. Dalej jest lepiej, otóż laboratorium, które odwiedzamy, ma wiele szczegółów, jest dobrze dopracowane. Na uwagę zasługują też wybuchy. Otóż nie składa się na nie na szczęście tylko ogień z bibliotek. Gdy wystrzelimy pocisk dużego kalibru, np. w drzwi, to ich elementy zostaną rozrzucone w pobliżu. Na uwagę zasługuje też efekt "brodzenia". Mianowicie, gdy wdepniemy w kałużę wody bądź krwi, to przez parę kroków postać zostawia ślady. W ogóle hemoglobina przedstawia się tu całkiem przyzwoicie. Reasumując: grafika jest dobra, ale bez dodatkowych rewelacji. Podoba mi się, jest w 100% wystarczająca do tej produkcji.

 

Udźwiękowienie.

 

   Mój przedmówca wspomniał o nieźle wykonanym efekcie krwi i faktycznie taki on jest - niezły. Nie więcej i nie mniej, a szkoda, bo na pewno cały efekt odbierało by się o wiele lepiej mając do czynienia dodatkowo z przekonującymi odgłosami wydawanymi przez zdychającego w męczarniach robala. I tutaj jawi się pierwsza poważna wada gry - udźwiękowienie. W trakcie gry mamy do czynienia jedynie z kilkoma dźwiękami i to dość marnej jakości. Zabijane robale wydają odgłosy przywodzące na myśl raczej dźwięk uderzenia packą na muchy w szybę przeciągnięty przez marnej jakości przester. Całą sytuację na szczęście ratują genialnie wykonane rozkazy przesyłane nam z bazy, które możemy usłyszeć w trakcie wykonywania poszczególnych misji. Głos mówiący do nas brzmi przekonująco, wzbogacony jest o szumy, dzięki czemu ma się wrażenie, że faktycznie dobywa się on z krótkofalówki. Muzyka występuje tylko w jednym momencie gry - w menu. Jest to jednak utwór bardzo klimatyczny, pozwalający wczuć się w nastrój gry. Absolutna cisza podczas rozgrywki nie przeszkadza, a jedynie wzmaga nastrój niepewności.

 


Akcja w Avicie...


   Fabuła w Avicie jest równie prosta, co wykonanie. W stosunkowo niedalekiej przeszłości w laboratorium prowadzono badania nad bardzo wydajnym paliwem. Eksperyment się nie powiódł, a sponsorzy zaczynali naliczać straty i ostatecznie wycofali się z projektu. Pewnego razu kontrakt z bazą został zerwany. Twoim zadaniem jest sprawdzić, co się tam stało. Zabierasz ze sobą karabin, wyrzutnię rakiet i wybierasz się na zwiady. Okazuje się, że laboratorium zostało opanowane przez kosmiczne, zmutowane robale, a że nam się one nie podobają, to postanawiamy je wytępić. Od razu mówię, że o ile w pierwszych poziomach pójdzie nam to łatwo, to później poziom trudności wzrasta. Insektów jest coraz więcej i są usytuowani w coraz ciaśniejszych pomieszczeniach, w końcu strzelają do nas jakimś śluzem. Ponadto cechują się różną wytrzymałością na nasze strzały. Da się też zauważyć szczątkowe AI. Często zdarza się, że robal idzie nie tam gdzie byśmy chcieli, czyli zasuwa za nami. Gra jest również dopracowana pod względem wybuchów. Paczuszki ładnie się rozpryskują, rakietnica daje ładny efekt i rani nas, gdy podejdziemy zbyt blisko. Jednym słowem, takie duperele są tu dobrze dopracowane. Sterowanie dobrze się sprawuje, o ile ktoś lubi strzałki, ja bym tu widział bardziej WSAD (można oczywiście zmienić). Gra się bardzo przyjemnie, trochę nudzi się na początku ciągłe walenie w tuziny glist, ale potem jest interesująco. Podczas gry zauważyłem tylko jeden, lecz dość znaczny błąd: robaczki przechodzą przez drzwi, czasem przez ściany. Poza tym gra jest czysta jak łza. Cudna wygoda, nawalanka aż miło, trzeba szukać znajdźków i łatwo się ginie. Silnik i techniki użyte w projekcie uważam za lepsze niż dobre. Fabuła natomiast jest prosta, a że gry nie przeszedłem, nie mogę ocenić zwrotów akcji.

 

...i jej zwroty!

 

   Początkowo gra może zniechęcać schematycznością i, powiedzmy sobie szczerze - nudą. Co jest ciekawego bowiem w bezsensownym i nigdy nie kończącym się strzelaniu do robali? Jeżeli jednak przebrniemy przez kilka pierwszych plansz, okaże się, że w owym strzelaniu jest niezwykle dużo ciekawego. Akcja może zbyt powoli rozwija się w początkowej części gry, jednak później nabiera tempa, i to tempa zawrotnego. Nagle niejasne okazuje się zupełnie jasnym, niezrozumiałe - jak najbardziej zrozumiałym, a hordy coraz to innych i groźniejszych robali nie dają czasu nawet na pomyślenie: "jak ja mogłem być tak głupi?". Pojawiają się pewnego rodzaju bossowie, robale wyskakują z dziur w ścianach i ze skrzynek, a robią to jak na złość - w najmniej spodziewanym momencie. Niejednokrotnie jesteśmy również zmuszani do odnalezienia "jakiegoś czegoś" potrzebnego do włączenia "czegoś ważnego", aby móc w końcu dojść do "czegoś jeszcze ważniejszego".

 

   Nie sposób nie wspomnieć chociażby słowem na temat długości gry. "Avit" oferuje bowiem graczom naprawdę sporo misji (jak na klikowe standardy), których nie sposób przejść ot tak, w kilka minut. Jeżeli już grać w "Avit" to grać "na całego", od początku do końca.

 

 

PLUSY

 

MINUSY

"Dubbing"

Ilość misji

Grafika a w sam raz...


 

Pozostałe dźwięki

Robale przechodzą przez drzwi


     

 

OCENA

 

OCENA

 
 

pepe9donkey:

 

misieksamgame:

 

INFORMACJE

     

Autor: tecbug

Program: TGF

Rok produkcji:


     

 

 

 

Copyright (c) 2005-2006 Ślimaczek